W Lubinie spotkały się zespoły zamykające ligową tabelę. W gorszej sytuacji byli gospodarze, którzy przed meczem tracili do rywali trzy punkty. Nic więc dziwnego, że w hali RCS oglądaliśmy starcie o przysłowiowe sześć punktów – punktów, które ostatecznie pojechały do Opola. Corotop Gwardia pokonała Zagłębie 36:30.
Początek należał do opolan, którzy już w siódmej minucie prowadzili 4:0. Miedziowi mieli ogromne problemy z przełamaniem niemocy, brakowało im zarówno dokładności, jak i skuteczności. Strzelecką niemoc gospodarzy przerwał dopiero Mateusz Drozdalski. Zagłębie nie poszło jednak za ciosem, a warunki gry wciąż dyktowali przyjezdni. Po niespełna kwadransie było już 2:7, co zmusiło Jarosława Hipnera do wzięcia czasu. Niewiele to jednak pomogło – goście szybko dorzucili kolejne trafienia, a sytuacja Miedziowych stawała się coraz trudniejsza. Wynik 3:11 w osiemnastej minucie mówił sam za siebie. Gwardia wykorzystywała każdy, nawet najmniejszy błąd rywali i do przerwy prowadziła pewnie 16:10.
Po zmianie stron pierwszą bramkę zdobyli co prawda lubinianie, ale kolejne należały już do opolan. Kiedy tylko Miedziowi próbowali zmniejszyć straty, przyjezdni natychmiast odpowiadali, utrzymując bezpieczną przewagę – w 40. minucie było 16:22. Nadzieja w Lubinie pojawiła się pięć minut później, gdy gospodarze zbliżyli się na trzy bramki (22:25). Chwilę później jednak Gwardia ponownie odskoczyła – na 22:28 – i nie pozwoliła już wydrzeć sobie zwycięstwa.