Bardzo niewygodnym rywalem, zwłaszcza na wyjeździe, jest Aalborg Handbold. Przekonała się o tym Industria Kielce, której nie udało zwyciężyć w rewanżowym spotkaniu fazy grupowej EHF Ligi Mistrzów z Aalborgiem. Na wyjeździe żółto-biało-niebiescy przegrali 27:34.

Szybko zleciał okres od ostatniego meczu tych zespołów. Przed tygodniem w Hali Legionów kibice byli świadkami pasjonującego widowiska do ostatniej sekundy. Po kapitalnym spotkaniu Industria Kielce zremisowała z Duńczykami 32:32, a cieszyć mógł styl, zaangażowanie i równa gra naszego zespołu na przestrzeni całego spotkania. Dlatego wszyscy liczyli, że teraz w Aalborgu kielczanie podtrzymają dobrą passę.
– Aalborg musi, my możemy. Nie jesteśmy faworytem, ale mamy swoje założenia. Musimy być przygotowani, ale ten zespół potrafi zdobyć bramkę po dwóch, trzech podaniach – mówił przed tym spotkaniem dziennikarzom drugi trener Industrii Kielce Krzysztof Lijewski. Podkreślał też, że bardzo ważne będzie uniknięcie błędów własnych. Niestety tych uniknąć się nie udało. Już w pierwszej połowie żółto-biało-niebiescy mieli ich sześć, czyli tyle ile wynosiła przewaga gospodarzy po pierwszych trzydziestu minutach.
Zespół trenera Simona Dahla zaczął imponująco, bo od szybkiego prowadzenia 3:0. Kielczanie pierwszą bramkę zdobyli po upływie sześciu minut i 17 sekund. Ale było to trafienie na 3:1, chwilę później dołożyli kolejne, a w 9. minucie było już 3:3. Wpływ na to miały dobre interwencje obronne Klemena Ferlina. To on “trzymał” wynik (w kontekście naszego zespołu), ale niestety zawodnicy w ofensywie niekoniecznie potrafili je wykorzystać na gole. W ważnych momentach bronił wybitny bramkarz Aalborga Niklas Landin, choć po pierwszej połowie miał tylko jedną interwencję więcej od Ferlina – siedem.
Tymczasem zespół trenera Dahla objął najpierw dwubramkowe prowadzenie (7:5), a potem konsekwentnie ją powiększał. Aalborg był pewny siebie, grał szybko. Zadanie na pewno ułatwiało im osłabienie kadrowe Industrii Kielce. Do Danii nie pojechali prawoskrzydłowi – Benoit Kounkoud oraz Arkadiusz Moryto. Ten pierwszy doznał urazu kolana, a drugi jest coraz bliżej powrotu na parkiet i osiągnięcia stuprocentowej formy fizycznej po urazie barku. W efekcie na prawy skrzydle grali albo Marcel Latosiński, albo Łukasz Rogulski.
Drugą połowę od bramki dla Aalborgi zaczął Lukas Nilsson, który pokonał Adama Morawskiego. Polski bramkarz wszedł na boisko jeszcze w pierwszej odsłonie, kiedy gorzej szło Ferlinowi i to on zaczął drugą połowę. Szwed i w kolejnej akcji pokonał Morawskiego atomowym rzutem pod poprzeczkę, a prowadzenie na 19:11 dał po szybkim ataku Thomas Arnoldsen. Po drugiej stronie boiska dobrą interwencją popisał się Landin, gdy obronił rzut z szóstego metra Szymona Sićki. Na domiar złego w kolejnej akcji Theo Monar został ukarany dwuminutową karą za faul na Arnoldsenie właśnie.
W 43. minucie strach w oczy zajrzał Thomasowi Arnoldsenowi. Przy lądowaniu doznał fatalnie wyglądającego urazu kolana, zszedł z parkietu w asyście kolegów z zespołu i od razu udał się szatni. Przerażeni byli też kibice duńskiej drużyny. Tymczasem Aalborg trzymał przewagę ośmiu, dziewięciu bramek, a do bramki wrócił Klemen Ferlin. Na boisku pojawił sie też Juri Knorr, a na nieco ponad kwadrans przed końcową syreną po ataku w okolice twarzy Piotra Jędraszczyka wyleciał na dwie minuty kary Rene Antonsen. Słoweniec obronił dwa rzuty z rzędu (Sagosena i Knorra), a w ofensywie kielczanie dwukrotnie pokonali Landina. Charakterystycznym obrazkiem było to, gdy doświadczony zawodnik zdenerwował się na swoich partnerów, a ci – jakby w odpowiedzi – szybko zdobyli dwie bramki. Wynik meczu na 34:27 dla Aalborga Handbold ustanowił Felix Moller.
Industria Kielce w przyszłą środę 26 listopada o godz. 18.45 zagra ostatnie w tym roku kalendarzowym spotkanie fazy grupowej EHF Ligi Mistrzów. W Hali Legionów przeciwnikiem będzie ostatni zespół tabeli – Dinamo Bukareszt. Bilety na to spotkanie na www.bilety.kielcehandball.pl.
Aalborg Handbold – Industria Kielce 34:27 (16:10)


