„Spokojnie jedną” – na pewno to słynne zdanie powiedzieli sobie po meczu między Industrią Kielce a One Veszprem kibice żółto-biało-niebieskich. Ich ulubieńcy wygrali 36:35 i zdobyli arcyważne dwa punkty w fazie grupowej EHF Ligi Mistrzów.

Bez Nedima Remiliego przyjechał do Kielc One Veszprem. W porównaniu do pierwszego spotkania obu zespołów na Węgrzech, to teraz zagrali Luka Cindrić oraz Ahmed Hesham. Ale absencja Francuza mogła dawać nadzieję, że gra zespołu Xaviera Pascuala będzie wyglądała słabiej.
I początek meczu, a nawet blisko kwadrans, pokazywał, że tak właśnie było. Pierwsze minuty jednak zaczęły się od prowadzenia przyjezdnych, gdy Hugo Descat z karnego zdobył bramkę na 2:1. A chwilę wcześniej Alex Dujshebaev trafił w słupek i można się tylko zastanawiać, czy Hiszpan podczas rzutu nie był faulowany. On jednak tego nie rozpamiętywał i po indywidualnej akcji pokonał Rodrigo Coralesa. A w 6. minucie w ciągu kilkunastu sekund Daniel Dujshebaev i Benoit Kounkoud podwyższyli prowadzenie do 5:2.
Dobry okres kielczan w ofensywie, a przede wszystkim w defensywie trwał dalej. Skuteczną interwencję zaliczył Klemen Ferlin, które pozwoliły wyprowadzić szybkie ataki i zdobyć kolejne bramki. W 10. minucie Piotr Jarosiewicz już bez maski, którą miał na rozgrzewce z karnego, podwyższył prowadzenie na 8:4. A przypomnijmy, że skrzydłowy wykonywać może tylko “siódemki” ze względu na złamany nos. Do końca pierwszej połowy zdobył jeszcze dwa trafienia z linii siódmego metra.
Potem był słabszy okres gry kielczan. One Veszprem grało wyżej w defensywie i odcięli od gry środkowego oraz lewego rozgrywającego kieleckiej ekipy. W efekcie indywidualnej gry próbował Alex Dujshebaev. Jednak w trzech kolejnych akcjach sędziowie z Mołdawii podnieśli rękę i wskazali grę pasywną, a kielczanie nie potrafili skutecznie ich sfinalizować. Węgrzy zaczęli grać szybciej, wyprowadzali kontry, a wprowadzony w miejsce słabo spisującego się na początku meczu bramkarza Rodrigo Coralesa Mikael Appelgren obronił dwa ważne rzuty w tym kontratak Dylana Nahiego, który biegł od środka boiska sam (przy stanie 12:12). Pierwsza połowa była zresztą słaba w wykonaniu bramkarzy obu ekip, bo Adam Morawski, Klemen Ferlin i Mikael Appelgren zanotowali łącznie… cztery obrony. Z tego Appelgren dwie, a Morawski jedną.
W 22. minucie o czas poprosił trener Talant Dujshebaev, a jego podopieczni doprowadzili do remisu 14:14. Na boisku oglądaliśmy też innych zawodników w Industrii – na rozegraniu pojawili się Aleks Vlah i Michał Olejniczak w miejsce Daniela Dujshebaeva oraz Szymona Sićki. Pierwsze skrzypce w ataku nadal grał Alex Dujshebaev. Jednak to Węgrzy zaczęli lepiej grać i w ataku, i obronie, a do przerwy prowadzili 19:17.
W drugiej odsłonie szybko zdobyli dwie bramki, ale potem trzy dobre interwencje zaliczył Klemen Ferlin. Tę ostatnią zanotował po kontrowersyjnej decyzji sędziów, którzy najpierw uznali, że Szymon Sićko trącił piłkę, która zmierzała na aut i przyznał ją gościom, a potem nie uznali bramki Veszprem. Węgrzy wyraźnie stracili impet, bo popełnili kolejny błąd w rozegraniu, a Daniel Dujshebaev doprowadził do remisu.
W 38. minucie rzutem w okienko bramki Ferlina popisał się Ivan Martinović, ale skutecznie odpowiedział Jorge Maqueda. Kolejne pięć minut przyniosła fajny dla oka dynamiczny handball, a bramki zdobywali jedni i drudzy. Wydawało się, że ani jedna, ani druga drużyna nie potrafiła znaleźć swojego tempa gry i sposobu na przeciwnika.
W 46. minucie, czyli tej która dla rywalizacji obu klubów jest wręcz symboliczna, ponownie prowadzili Węgrzy. Ale zaledwie jedną bramką, a do remisu 28:28 doprowadził Alex Dujshebaev. Węgrzy popełnili błąd w ataku, a kontratak wykorzystał Dylan Nahi i wyprowadził żółto-biało-niebieskich na prowadzenie.
Nie trwało ono zbyt długo, a w ostatnie 9 minut weszliśmy z wynikiem 31:30 dla gości. Wyrównał z karnego Piotr Jarosiewicz, ale w ataku szalał były gracz naszego klubu Luka Cindrić. To on zdobył 32. bramkę dla One Veszprem, a na domiar złego w kolejnej akcji sędziowie uznali, że Alex Dujshebaev faulował przy rzucie (skutecznym) i przyznali piłkę przyjezdnym. Świetnie jednak spisał się Klemen Ferlin, a do remisu doprowadził Alex Dujshebaev. Został nawet trafiony w twarz, konieczna była interwencja sztabu medycznego, a sędziowie skorzystali z wideoweryfikacji. Po analizie tej sytuacji ukarali dwiema minutami kary Stefana Dodicia.
Mimo osłabienia goście bramkę zdobyli (Hesham), a odpowiedział Nahi. O przerwę w 55. minucie poprosił trener Pascaul, po nim obie drużyny zdobył bramkę, ale w kolejnej akcji Cindrić trafił w słupek i to kielczanie mieli szansę wyjść na prowadzenie. Wykorzystał ją Szymon Sićko, którzy rzutem z szóstego metra między zmieścił piłkę między nogami Appelgrena (35:34). Z karnego pomylił się Hugo Descat i to kielczanie mieli na 120 sekund przed końcową syreną sytuację na dwubramkowe prowadzenie! O czas poprosił teraz szkoleniowiec Industrii, ale piłkę stracił Szymon Sićko. O przerwę poprosił trener Pascaul i był to element tych “trenerskich szachów” o których na przedmeczowej konferencji prasowej wspominał Arkadiusz Moryto.
Na 63 sekund przed końcem faulowany był Hesham i długo leżał na parkiecie. Sędziowie nie skorzystali z sytemu VR, a przyjezdni nadal mieli piłkę w ataku. Bramkę na 35:35 zdobył Hesham, a kielczanie mieli nieco ponad 30 sekund na finalizację akcji. Rzut karny po indywidualnej akcji wywalczył Aleks Vlah, a Piotr Jarosiewicz się nie pomylił. Gościom zostało 10 sekund do końca, ale Hesham fatalnie przestrzelił i to Industria Kielce wygrała! Tym samym zdobyła arcyważne trzy punkty i ma już na koncie 11 punktów. Przesunęła się tym samym na czwarte miejsce w grupie A.
W przyszły czwartek 26 lutego o godzinie 18.45 Industria Kielce zagra na wyjeździe z Fuechse Berlin.
Industria Kielce – One Veszprem 36:35 (17:19)




