Niestety… Industria Kielce była o krok od ćwierćfinału EHF Ligi Mistrzów. W drugiej połowie wróciła do meczu, prowadziła nawet czterema bramkami, ale ostatecznie zremisowali 32:32. A taki wynik oznacza, że o Final Four LM zagrają Węgrzy.

Od prowadzenia 4:0 dla OTP Banku Picku Szeged rozpoczął się rewanżowy mecz fazy play-off EHF Ligi Mistrzów. Kielczanie źle weszli w to spotkanie, bo stratę zanotował Jorge Maqueda, a rzut Szymona Sićki obronił Roland Mikler. Powoli jednak żółto-biało-niebiescy zaczęli odrabiać starty i już w 7. minucie było 3:4 po trafieniu ze skrzydła Dylana Nahiego. Później byliśmy świadkami pięknej akcji po bardzo szybkim wznowieniu ze środka po straconym golu w wykonaniu Arkadiusza Moryty, jednak przewagę trzech bramek odzyskali przyjezdni (5:8 w 10. minucie). W 12. minucie niedokładność w rozegraniu Węgrów wykorzystał Dylan Nahi, który przechwycił piłkę i po kontrataku zmniejszył stratę do dwóch goli – było 7:9 dla OTP Bank Picku. A później przechwyt zanotował Michał Olejniczak, który uruchomił Nahiego, który zdobył bramkę kontaktową na 8:9.
Emocje na parkiecie rosły z każdą minutą, a po kwadransie uspokoić je spróbował trener Talant Dujshebaev, który poprosił o czas dla swojego zespołu. Wykorzystał ten moment również na zmiany w składzie – na boisku pojawili się wracający po kontuzji Alex Dujshebaev, a także Daniel Dujshebaev, Artsem Karalek, Piotr Jarosiewicz oraz Benoit Kounkoud. Warto też było zwrócić uwagę na pojedynek genialnych kołowy w obu drużynach – Arstema Karaleka w Industrii oraz Bence Banhidiego w Picku. W ogóle gra z kołowymi w przypadku przyjezdnych wyglądała lepiej, bo dwie bramki zdobył Jeremy Toto, a Banhidi jedną. Tymczasem kołowi Industrii nie zdobyli gola, a Karalek nawet, gdy próbował, to musiał się mierzyć nawet z trzema obrońcami.
W 20. minucie Węgrzy objęli pierwszy raz w tym meczu prowadzenie czterema bramkami. Kolejne minuty przebiegały pod kontrolą gości, a nawet gdy kielczanie się zbliżali, to Węgrzy potrafili utrzymywać dla siebie bezpieczną przewagę. Do ciekawej sytuacji doszło już po ostatnim gwizdku, gdy OTP Bank Pick miał rzut wolny, do którego podszedł Richard Bodo. I co ciekawe, Węgrowi udało się pokonać Klemena Ferlina. I było to trafienie na 19:17 dla gości.
Druga połowa również nie zaczęła się po myśli żółto-biało-niebieskich, bo Alex Dujshebaev nie pokonał w pierwszej akcji Rolanda Miklera, a Lazar Kukić zdobył bramkę na 20:17, ale co gorsza kielczanie w obronie musieli radzić sobie bez Artsema Karaleka, który otrzymał karę dwóch minut. Po trzech minutach drugiej odsłony wynik na tablicy wskazywał na 18:20 dla Picku, ale ważną bramkę kontaktową zdobył Daniel Dujshebaev. Z perspektywy Miklera to była pechowa interwencja, bo było blisko jej obrony. Tymczasem w ofensywie Węgrzy zanotowali stratę, a kielczanie mieli szansę zdobyć bramkę wyrównującą. Dokonał tego Szymon Sićko po dynamicznym wejściu na szósty metr! Kibice w Hali Legionów wyraźnie się ożywyli, bo wiara w korzystny rezulatat znów się pojawiła. A co więcej Klemen Ferlin obronił akcję sam na sam Janusa Smarasona, a szybki atak wykończył golem Alex Dujshebaev. I po raz pierwszy w tym meczu Industria Kielce objęła prowadzenie – 21:20 w 36. minucie. A co ważniejsze, Ferlin znów zanotował udaną interwencję, a z drugiej strony boiska Sićko wywalczył rzut karny, który na 22. bramkę zamienił Piotr Jarosiewicz. Do wyrównania rywalizacji kielczanom brakowało już “tylko” jednej bramki i wiedział o tym trener przyjezdnych Michael Apelgren, który nie czekał na rozwój wydarzeń i w 38. minucie poprosił o czas. Jego podopieczni bramkę zdobyli, a w odpowiedzi Dylan Nahi wywalczył rzut karny. Na linii siódmego metra pojawił się Piotr Jarosiewicz, ale w bramce pojawił się po raz pierwszy w tym meczu Tobias Thulin. I niestety Szwed rozczytał intencje rzucającego. Jednak intencje rzucającego kilkanaście sekund później Richarda Bodo rozczytał też Ferlin.
Na kwadrans przed końcową syreną warto było odnotować, że goście zdobyli tylko cztery bramki w drugiej odsłonie. Bardzo ważną obronę zanotował w 45. minucie Ferlin, który obronił rzut z koła Jeremiego Toto’a, a jego vis-a-vis Artsem Karalek wyprowadził kielczan na prowadzenie 26:23! A taki wynik oznaczał, że kielczanie wyrónwali stan rywalizacji i jeśli to spotkanie zakończyłoby się wygraną Industrii trzema golami, to o awansie do ćwierćfinału zdecydowałby konkurs rzutów karnych.
10 minut przed końcem meczu piękną bramkę “z obrotu” zdobył Artsem Karalek i było to trafienie na 28:25, ale chyba jeszcze ważniejsza obrona rzutu Magnusa Roda przez Klemena Ferlina. Słoweniec bardzo wysoko podniósł prawą nogę i odbił poza boisko rzut Norwega. A to oznaczało, że jego koledzy w ataku mieli szansę objąć prowadzenie czterama golami. I tak się stało – sytuację z koła wykorzystał Theo Monar.
W 52. minucie sędziowie skorzystali z wideoweryfikacji po faulu Gleba Kalarasha na Szymonie Sićce. Analizowali uderzenie w twarz, ostatecznie orzekli, źe Rosjanin zasługuje na dwie minuty kary, a że w jego przypadku oznaczało to trzecie takie upomnienie, to otrzymał czerwoną kartkę. Ale to już był ten moment meczu, gdzie to Industria Kielce dyktowała tempo i prowadziła czterema golami (31:27). Duża w tym zasługa Alexa Dujshebaeva, który zaliczył pięć asyst w ciągu w drugiej połowie.
Dwie i pół minuty przed końcem sędziowie wyrzucili na dwie minuty po jednym zawodniku z obu drużyn – Karaleka oraz Jelinicia. Białorusina za to, że odwinął się w kierunku Chorwata łokciem, a gracza Picku za to, że założył kołowemu Industrii koszulkę na głowę podczas walki o pozycję. Półtorej minuty przed końcem w ćwierćfinale byli goście, bo kielczanie źle rozwiązali dwie akcje ofensywne z rzędu, a Smarason zmnieszył stratę do 29:31. Do końca meczu zostało 80 sekund, a piłkę mieli przyjezdni. Richard Bodo otrzymał piłkę na siódmym metrze, ograł zwodem obronę i zdobył 30. bramkę. Niestety w ofensywie kielczanie znów źle rozegrali akcję i ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 32:32, a to oznacza, że w ćwierćfinale EHL Ligi Mistrzów zagra OTP Bank Pick Szeged.
Industria Kielce – OTP Bank Pick Szeged 32:32 (17:19)




