Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski wygrał 33:32 z Górnikiem Zabrze, dzięki czemu zapewnił sobie miejsce na podium po fazie zasadniczej. Górnicy po sześciu wygranych z rzędu będą musieli natomiast walczyć o TOP6 w Opolu.

Przedostatnią serię rundy zasadniczej wieńczyło spotkanie Górnika Zabrze z Rebud KPR Ostrovią Ostrów Wielkopolski. Starcie miało wyjątkową wagę dla dalszych losów obu zespołów. Ostrovia plasowała się nad 3. miejscu, dającym ogromny handicap w play-offach. Zabrzanie z kolei wciąż liczyli się w grze o 5. pozycję w tabeli w rywalizacji z Corotop Gwardią Opole.
W mecz zdecydowanie lepiej weszli goście, którzy dobrą grą z drugiej linii i koła wypracowali przewagę 4:2. Zabrzanie z opóźnieniem zaczęli odrabiać straty, ale to ostrowianie byli wciąż na spokojnym prowadzeniu. Trójkolorowym ewidentnie brakowało skuteczności i zaliczali kolejne, pechowe próby. A gdy udawało im się trafić w światło bramki, to na wysokości zadania stawał Sandro Mestrić między słupkami.
Z przodu bardzo dużo zamieszania robił Robert Kamyszek. I to zarówno atakując, ale też zaliczając kluczowe podania – na przykład do koła i Daniela Reznickiego na nim. Zabrzanie zaś grali sporo na boki, jakby żaden z zawodników nie chciał wziąć odpowiedzialności za grę do przodu. W końcu jednak Trójkolorowi wzięli na siebie nieco więcej odpowiedzialności i powoli zaczęli zmniejszać nawet pięciobramkowe prowadzenie gości. Spora w tym zasługa zmiany w bramce, gdzie pojawił się Kacper Ligarzewski. To pozwoliło też na trzy szybkie kontry z rzędu, które wykańczali zwłaszcza Artemenko i Szyszko.
Dwie minuty przed końcem pierwszej połowy Zabrzanie tracili już tylko dwie bramki do Ostrovii. Bramkę dołożyć zdołał jednak Szymon Działakiewicz, ustalając tym samym wynik pierwszej połowy na 18:19.
Druga połowa rozpoczęła się… od pierwszego remisu w tym spotkaniu, który zagwarantował Piotr Krępa. Chwilę później pierwsze prowadzenie Górnika w tym spotkaniu przyniósł Jakub Szyszko, trafiając na 21:20, które zabrzanie utrzymywali przez kilka minut, ale w końcu to goście zdołali wypracować nawet dwubramkowe prowadzenie. Katem był Daniel Reznicky, który zdobył aż cztery bramki z rzędu. Co gorsza dla gospodarzy, Trójkolorowi musieli radzić sobie przez blisko minutę z grą w podwójnym osłabieniu. Nie pozwolili gościom oddalić się więcej niż dwie bramki, ale na kwadrans przed końcem spotkania wyraźnie zacięły się zabrzańskie celowniki. Wszak Górnicy nie potrafili trafić nie tylko do pustej bramki z daleka, ale także wykorzystać szansy sam na sam – Sandro Mestric rósł na prawdziwego bohatera tego spotkania.
Gdy Ostrovia wyszła na trzybramkowe prowadzenie, zdawało się, że jest już po meczu. W końcu jednak gospodarze przyciśnięci nieco uciekającym czasem, wrócili do gry i doprowadzili do kontaktowego wyniku. Na niespełna dwie minuty przed końcem starcia Taras Minotskyi dał remis 32:32, ale w końcówce bramkę znów zdobył Reznicky i zabrzanie mieli dosłownie kilkanaście sekund na sformowanie finałowej akcji, która miała przynieść remis, ale zostali skutecznie zatrzymani.
Jeszcze po regulaminowym czasem gry ostatni rzut oddać miał Dan Racotea. Przed nim stanął jednak wyjątkowo szczelny mur ostrowian i mimo jego najszczerszych chęci, nie udało się sforsować gęstego lasu dłoni rywali. Mecz zakończył się ostateczne ostrowską wygraną 33:32, a MVP wybrany został Daniel Reznicky.
Górnik Zabrze – Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski 32:33 (18:19)
Górnik: Ligarzewski, Wyszomirski – Szyszko 6, Racotea 2, Morkovsky 6, Krępa 2, Artemenko 6, Krawczyk 1, Ivanović 2, Działakiewicz 2, Minotskyi 2, Komarzewski 2, Wąsowski 1.
Rebud KPR Ostrovia: Krekora, Mestrić – Rybarczyk, Adamski 6, Urbaniak 3, Kamyszek 7, Łyżwa, Marciniak 1, Wojciechowski 2, Smolikau 4, Szpera, Gajek 1, Reznicky 9.











