Jedni i drudzy w pierwszej kolejce EHF Ligi Mistrzów odnieśli zwycięstwa. Ale i jedni, i drudzy mają apetyt na kolejne, a przede wszystkim na jak najwyższe miejsce na koniec fazy grupowej. W czwartek o godz. 18.45 Industria Kielce zagra w Lizbonie ze Sportingiem.

Bardzo dobrze ten sezon sportowy rozpoczęła Industria Kielce. Nie chodzi tylko o zwycięstwa w czterech przedsezonowych sparingach i trzy wygrane w kolejnych spotkaniach ORLEN Superligi. Bo przed wszystkim kielczanie wygrali w Superpucharze Polski po rzutach karnych z ORLEN Wisłą Płock pod koniec sierpnia, a także wygrana na inaugurację fazy grupowej EHF Ligi Mistrzów z Kolstad Handball.
Za dobry omen należy uznać łapiącego coraz lepszą dyspozycję Szymona Sićkę, który bramki zdobywa już nie tylko z rzutów karnych, ale zwłaszcza po rzutach z drugiej linii. Alex Dujshebaev też wygląda bardzo dobrze, podobnie Klemen Ferlin, który swoimi skutecznymi interwencjami daje pewność w defensywie. Dość powiedzieć, że Słoweniec obronił aż 15 na 34 rzuty zawodników Kolstad. Do tego kapitalne wejście do drużyny zanotował Aleks Vlah. Były zawodnik Aalborga jest liderem rozegrania, w 1. kolejce EHF Ligi Mistrzów zdobył siedem bramek i był najskuteczniejszym graczem.
Niestety występ tego ostatniego w Lizbonie stanął pod znakiem zapytania. – Aleks podczas rozgrzewki przed meczem ligowym w Opolu poczuł dyskomfort w mięśniach brzucha. W poniedziałek przeszedł badania, przed nami jeszcze kilka dni i jesteśmy dobrej myśli – powiedział na przedmeczowym briefingu prasowym drugi trener Industrii Kielce, Krzysztof Lijewski. Podobnie wygląda sytuacja Hassana Kaddaha, który również podczas niedzielnego spotkania ORLEN Superligi niefortunnie wylądował na lewej nodze. W 39. minucie zszedł z parkietu i nie wrócił już do końca meczu. On także w poniedziałek miał badania, które wykluczyły poważniejszy uraz.
Co ciekawe, oba zespoły ze sobą jeszcze nie grały. Industria Kielce mierzyła się z FC Porto, ale nie ze Sportingiem. W poprzednim sezonie ekipa z Lizbony grała w Polsce, ale z ORLEN Wisłą Płock w fazie grupowej. W pierwszym spotkaniu zespół trenera Ricardo Costy wygrał pewnie 34:29, w drugim w Płocku padł remis 29:29, który dla gości oznaczał bezpośredni awans do ćwierćfinału rozgrywek z drugiego miejsca w grupie.
Również Jorge Maqueda, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników żółto-biało-niebieskich, który na międzynarodowym poziomie klubowym występuje od 20 lat, nie grał przeciwko Sportingowi.
– Grałem przeciwko Benfice jako zawodnik HBC Nantes i FC Porto grając w Veszprem. Przeciwko Sportingowi zagram po raz pierwszy – przyznaje hiszpański rozgrywający. – Chciałbym żebyśmy ten pierwszy mecz wspominali dzięki zwycięstwu – dodaje trener Krzysztof Lijewski.
W zespole trenera Costy wielką rolę odgrywają… jego synowie Francisco i Martim, którzy w poprzednim meczu z Dinamem Bukareszt zdobyli łącznie aż 15 bramek. To niemal połowa zdobyczy ich zespołu, bo Sporting wygrał 33:30. Lepiej ten pojedynek zaczęło Dinamo, ale po kwadransie do głosu doszli Portugalczycy i nie wypuścili zwycięstwa z rąk.
– Sporting w obronie gra w ustawieniu 6-0 z wysuniętymi zawodnikami na pozycjach numer dwa i pięć. Defensywą rządzi Salvador Salvador, jest bardzo silny, ale potrafi też grać w ataku. Bracia Costa mają niesamowity ciąg na bramkę. W ostatnich latach rzadko pojawiają się młodzi zawodnicy z taką łatwością podejmowania decyzji rzutowych. Dopóki oni będą mieli piłkę w rękach, musimy być skoncentrowani na ich zachowaniu – komplementuje rywali Krzysztof Lijewski.
Początek spotkania w Lizbonie w czwartek o godz. 20:45.


