Młodzieżowa reprezentacja Polski przegrała ze Słowenią 21:31 w drugim meczu fazy grupowej Mistrzostw Świata. Mimo porażki, która przywiodła na myśl identyczną sytuację sprzed dwóch lat podczas Mistrzostw Świata również rozgrywanych nad Wisłą, Polacy zachowali szanse na awans do rundy głównej. Aby tak się stało będą musieli pokonać Norwegię.

To miał być ekscytujący wieczór w płockiej ORLEN Arenie. Po inauguracyjnym zwycięstwie nad Urugwajem (39:16) młodzieżowa reprezentacja Polski objęła prowadzenie w Grupie A. Biorąc pod uwagę pozostałe wyniki rywali – środowy remis Słowenii z Norwegią oraz piątkowe zwycięstwo Skandynawów nad Urugwajem – biało-czerwoni już teraz stanęli przed szansą na zapewnienie sobie awansu do rundy głównej mistrzostw. Warunek? Piątkowe zwycięstwo ze Słowenią.
Bartosz Jurecki na drugi mecz zdecydował się dokonać dwóch zmian w składzie. W miejsce Jakuba Wielguckiego i Wojciecha Kozłowskiego do zespołu dołączyli Paweł Kałużny oraz Franciszek Wierzbicki. Efektem tego, w polskich szeregach znaleźć miało się aż czterech obrotowych.
Już pierwsze akcje miały wyznaczyć bojowy charakter spotkania, a stawka spotkania powodowała, że każda bramka okupiona miała zostać ogromnym wysiłkiem. Szybciej z presją poradzili sobie jednak rywale, którzy – mimo głośnego dopingu dla naszych graczy – zdobyli trzy pierwsze bramki w spotkaniu i od razu przejęli inicjatywę. Biało-czerwoni na pierwszą bramkę czekać musieli aż osiem minut, kiedy rzut karny wykorzystał Patryk Wasiak.
Prawdziwą zmorą dla naszych graczy był słoweński bramkarz Mark Salamon, który zatrzymywał rzuty Polaków z każdej pozycji. Słoweńcy znacznie łatwiej znajdowali drogę do polskiej bramki, dlatego w 15. minucie, przy wyniku 3:7, reagować musiał Bartosz Jurecki, który poprosił o przerwę na żądanie.
Uwagi naszego trenera podziałały na tyle, że w kolejnych minutach mecz się wyrównał. Polacy zagrali jeszcze mocniej w obronie, dzięki czemu Słoweńcy zaczęli mieć kłopoty w ataku. Biało-czerwoni nie potrafili jednak wykorzystać słabości rywali, samemu często gubiąc się pod bramką przeciwników. Szybciej na dobre tory znów wrócili rywale, efektem czego przewaga gości wzrosła do 12:6 w 26. minucie.
Polskim kibicom mogły przypomnieć się demony sprzed dwóch lat, kiedy w identycznej sytuacji – w drugim meczu fazy grupowej mistrzostw świata mężczyzn rozgrywanych w Polsce nasi reprezentanci wyraźnie ulegli Słowenii wynikiem 23:32, już do przerwy przegrywając 11:17. Tym razem przewaga rywali po 30. minutach gry była minimalnie mniejsza, bo 14:9.
Niestety, po zmianie stron Słoweńcy dalej kontrolowali przebieg zdarzeń, a przewaga rosła. W pewnym momencie goście kolejne bramki zdobywali seriami. W 41. minucie było już 21:11. Nie do zatrzymania byli Aljuš Anžič i Lun Ključanin.
Ostatni fragment meczu również upłynął pod dyktando Słoweńców, którzy skupili się na pilnowaniu wypracowanej przewagi. Obie drużyny nieco rozluźniły szynki w obronie, bramki padały w szybszym tempie, ale najważniejsza statystyka – wynik – dalej wyraźnie wskazywała na korzyść przeciwników, którzy ostatecznie triumfowali 31:21.
Piątkowy wynik reprezentacji Polski w połączeniu z wcześniejszym triumfem Norwegii nad Urugwajem oznacza, że po dwóch seriach gier biało-czerwoni spadli na trzecią lokatę w Grupie A. Mimo przegranej ze Słowenią, Polacy zachowali szanse na awans do rundy głównej. Aby tak się stało, nasi zawodnicy będą jednak musieli pokonać Norwegię, zakładając prawdopodobne zwycięstwo Słowenii nad Urugwajem. Decydujący mecz odbędzie się już jutro, w sobotę 21 czerwca o godz. 18.30.
Polska – Słowenia 21:31 (9:14)
Polska: Witkowski, Wysocki – Pinda, Wasiak, Kamiński, Wierzbicki, Czertowicz, Luksa, Siekierka, Rodak, Pepliński, Grzesik, Kałużny, Sladkowski, Mielczarski, Martyn.
Słowenia: Cesek, Salamon – Jelen, Korosec, Turk, Anzić, Muhić, Dragić, Kacicnik, Begić, Kljucanin, Vujicić, Korze Lesjak, Malović, Kovacević.




